Pietrosul

Głównym celem naszej wyprawy do Rumuni było wejście na Pietrosul – 2303m n.p.m. – jest to najwyższy szczyt w północnej Rumunii,  Górach Rodniańskich. Na tę wyprawę przeznaczyliśmy cały jeden dzień, ponieważ w większości materiałów z jakimi mieliśmy do czynienia pojawiała się informacja że czas jaki jaki jest potrzebny na wejście i zejście z góry to 7-9h.  Z samego rana wyjechaliśmy z miejscowości Viseu de Sus kierując się do Borsy, ze względu na remonty dróg pokonanie tego krótkie odcinka  – 20 km – zajęło nam prawie 40 min.  Z Borsy biegnie niebieski szlak, pierwsze kilometry biegną przez wioskę, drogą w górę, dopiero po kilku kilometrach zaczyna się ścieżka prowadząca w las. W miarę możliwości polecamy ten odcinek pokonać samochodem, trasa jest cały czas pod górę, drogą asfaltową/ubitą.  Dzięki temu zaoszczędzimy siłę oraz czas na dalszą wędrówkę, która wymaga dobrej kondycji.

Po wyjściu za samochodu ruszamy ścieżką w las, mijamy ostatnie domostwa i zaczynamy marsz po ścieżce która bardzo szybko pnie się do góry. 

Po dojściu do starej stacji meteorologicznej robimy krótki postój na odpoczynek oraz zmianę ubrania, mimo lata i wysokiej temperatury, w wyższych partiach temperatura znacząco opadła a wiejący wiatr dodatkowo ochładza,  miejscami widzimy zalegające płaty śnieżne znajdujące się na zboczu gór.

Kilka metrów za stacją znajduje się jezioro  Mosolygó-tó (Lacul Iezer) 1760 m n.p.m. ,  jest ono idealnym miejscem na złapanie oddechu i podziwianie drogi jaka czeka nas aby wejść na grań a następnie na sam szczyt. Technicznie szlak nie jest trudny – idziemy zygzakami dobrze widocznym szlakiem ku górze – jednak ze względu na szybkie zdobywanie wysokości przy nam się dobra kondycja fizyczna. Patrząc na drogę jaka nas czeka dostrzegamy małe poruszające się kropeczki… grupy turystów które udało nam się dogonić przed wejściem na grań. Widok otaczających gór, skalistych zboczy oraz bogatej kolorowej przyrody tworzy razem nie zapomniany widok, który działa lepiej niż świeżo zaparzona mała czarna.

W pewnym momencie dołącza do nas niespodziewany gość – świstak, nie jest chętny do fotografowania, podjęliśmy kilka prób nawiązania kontaktu oraz namówienia do sesji zdjęciowej – nie do końca nam się to udało. Zwierzak nie dał się przekupić i nie pokazał gdzie zawija sreberka, znikł w skałach tak samo szybko i nie zauważalnie jak się pojawił. 

W końcu docieramy do grani, następnie kilka minut marszu i znajdujemy się na szczycie.  Mimo lekkiego zachmurzenia podziwiamy widoki gór, miast widocznych z oddali, oraz stacji meteorologicznej, która z tej wysokości wydaje się malutka i uświadamia nam jak wysoko weszliśmy : ) Na szczycie jak i podczas całej wędrówki spotkaliśmy tylko kilkunastu turystów, miejsce bardzo spokojne, każda spotkana osoba była bardzo życzliwa. 

Zejście w dół można bardzo szybko odczuć w kolanach 🙂 Wejście i zejście zajęło nam mniej niż 5 godzin – najprawdopodobniej czasy w informatorach dotyczyły wejścia z centrum Borsy. 

Kończąc wpis jako podsumowanie napiszemy że naprawdę warto wybrać się w Góry Rodniańskie nawet jeśli nie planujemy wejść na Pietrosul. Możemy zatrzymać się  przy jeziorze i cieszyć się spokojem i pięknem przyrody, podziwiać góry z ich podnóża.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *