Shqipëria – Kraina Orłów

Nasz  wakacyjny urlop spędzaliśmy  podróżując  po bałkańskich krajach. Jednym z nich była Albania, która była krótkim odpoczynkiem a zarazem  zaczerpnięciem  odrobiny egzotyki. Nie mieliśmy dużo czasu dlatego nasz wyjazd ograniczony był jak to można  nazwać do  pobieżnego rozeznania  aby móc w przyszłym roku zaplanować podróż w te rejony . Z chorwackich plaż jedziemy w stronę granicy z Czarnogórą, przeprawiamy się promem przez Zatokę Kotorską a naszym celem jest camping w kurorcie  Ulcinj,  którego  atutem jest  rozległa piaszczysta plaża z mnóstwem leżaków i parasolek / jak się dowiadujemy rezerwacja leżaka kosztuje  8 euro za dzień :P/. Morze cieplutkie ale  już nie wydaje się  krystaliczne jak w Chorwacji czego wynikiem jest ciemny piasek.  Po bardzo gorącej nocy  udajemy się na przejście graniczne  z Albanią. Po drodze mijamy dziwne budki rybackie na rzece, które naprawdę wyglądają na stare choć jak można zauważyć są używane po dziś dzień . Po przekroczeniu granicy  trzeba było uważać na  cyganów, którzy wchodzili na ulice i prosili o pieniądze, nieprzyjemny widok. Innymi nietypowymi widokami na drodze były furmanki z osiołkami oraz duża ilość weselnych orszaków . Kolejna dziwna rzecz to  co trzeci  dom miał  własną myjnię samochodową Lavash a przy drodze co mniej więcej 3 km był warsztat samochodowy i stacja benzynowa.

W dalszej części drogi kierowaliśmy się na stolicę Albanii bardzo chcieliśmy przynajmniej zobaczyć z samochodu jak wygląda Tirana.

Ktoś kiedyś napisał, że „Albania to zmęczenie”

 i już wiem o co mu chodziło. Stolica zaskoczyła nas jako kierowców kompletnym brakiem przestrzegania kodeksu ruchu drogowego. Jest na co uważać 😛 dla Albańczyków nie ma problemu zatrzymać się na środku drogi, włączyć awaryjne światła i wyjść do sklepu lub aby  3 pasów drogowych zrobiły się nagle 5 /jednym słowem chaos/. W Tiranie upał daje się we znaki wiec  zatrzymujemy się tyko na mały obiad i ruszamy w dalszą trasę ku Durres.  Przez kurort przejeżdżamy drogą dwupasmową  wzdłuż  wybrzeża. Miasto duże zatłoczone przez turystów, słychać gwar, muzykę dlatego nasz nocleg zaplanowaliśmy z dala od miasta w miejscowości Karpen  na campingu Pa Emer , który był prowadzony przez starsze małżeństwo Włoszkę i jej męża . Camping bardzo ładnie zazieleniony w porównaniu z krajobrazem który mijaliśmy po drodze. Zauważamy , że  fundamenty  dużego drewnianego  domu,  w którym mieszkają właściciele  stanowią pozostałości po bunkrze, również na zboczach wybrzeża można zauważyć inne betonowe schrony, których jest dużailość w tym kraju.  Po drodze zrobiliśmy zakupy w pobliskim Kavaje. Wzdłuż drogi ustawione były stragany z owocami i warzywami, w które się zaopatrzyliśmy oraz  w chleb w pobliskiej piekarni. Oliwki jeszcze nam zostały z Chorwacji więc dokupiliśmy sery kozie i owcze, które są wyśmienite, jedynie zapach trochę swojski a do tego  albańska Rakija 😛 Wieczór był udany 🙂 Tym akcentem kończymy ten post  o tym kraju, w przyszłym roku zaplanujemy więcej czasu na zwiedzanie Albanii. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *