Rumunia

Niejednokrotnie zastanawialiśmy się nad odwiedzeniem Rumunii,  bardzo chcieliśmy choć trochę poznać ten kraj, niestety brak czasu nie sprzyjał naszym planom.  Okazją  był czerwcowy   dłuższy weekend. Postanowiliśmy się spakować i wyruszyć, planując trasę po drodze.  Zaciekawiła nas kraina Maramuresz (inna forma: Marmarosz) dlatego  będąc jeszcze w Polsce zaczerpnęliśmy  informację  o tym  miejscu.  Niespodzianką dla nas była informacja o  zmianie strefy  czasowej, po przekroczeniu granicy z Rumunią, przesuwamy nasze zegarki do przodu.  W internecie znaleźliśmy sporo informacji na temat kiepskiej jakości dróg w Rumunii – mijają się one z prawdą 🙂 . Rzeczywiście, brakowało nam autostrad, ale główne drogi są w bardzo dobrym stanie, a jazda bocznymi drogami ma swój urok, możemy podczas jazdy rozkoszować się ładnymi widokami.  Często przy drogach znajdowały się tablice informujące o finalizacji budowy drogi z funduszy UE.  Część dróg po których się przemieszczaliśmy były w trakcie remontów – co wymagało  wolniejszej  jazdy – na szczęście nie był to długie odcinki.

Przejeżdżając przez mniejsze miejscowości naszą uwagę przykuły ławeczki do siedzenia, znajdujące się przy  ogrodzeniach domów. Niejednokrotnie widzieliśmy sąsiedzkie schadzki i rozmowy sąsiadów przy tych ławeczkach, i przez takie małe detale mieliśmy wrażenie, że czas tutaj płynie wolniej, życie toczy się spokojniej bez pośpiechu.  Duża otwartość i życzliwość  mieszkańców  była dla nas miłym odczuciem.

Postanowiliśmy jako główny cel naszej krótkiej wyprawy wybrać się Pietrosol, nocując w małej miejscowości Borsa. Nasza trasa przebiegała przez miejscowość Săpânta w której postanowiliśmy zrobić krótki postój i zobaczyć jedną z często opisywanych atrakcji turystycznych tego miejsca i całej Rumunii – Wesołego Cmentarza. Po zaparkowaniu samochodu /co nie było łatwe ze względu na rozłożone stragany z pamiątkami oraz turystów/ udajemy się na cmentarz.

Dlaczego wesoły?  Wszystko za sprawą wyjątkowych kolorowych  nagrobków, których rzeźbienie zapoczątkował w 1935 roku miejscowy artysta Ioan Petras. Niebieskie krzyże i namalowane na nich obrazki tak  spodobały się mieszkańcom wsi,  że z  biegiem czasu cmentarz robił się coraz bardziej kolorowy. Obrazki przedstawiały sceny z życia zmarłego lub sposób, w jaki rozstał się z tym światem oraz humorystyczne wierszyki . Niestety wszelkie napisy są w języku Rumuńskim przez co pozostaje nam się domyślać co oznaczały . Jest krzyż z obrazkiem m.in.  stolarza, gospodyni domowej a także traktorzysty, którego przejechał własny traktor. Tradycja ta jest kontynuowana po dziś dzień przez ucznia Petrasa, a niezwykły cmentarz stał się bardzo popularną atrakcją turystyczną. Pośrodku cmentarza znajduje się okazała cerkiew prawosławna z 1886 r., która aktualnie jest  w remoncie.  Kolory cerkwi nie odbiegają od kolorów cmentarza. Trochę mieszane uczucia towarzyszyły nam po wyjściu . Piękne kolory i zabytki   zapadły nam w pamięć ale przepych straganów, tłum ludzi  i gwarna atmosfera trochę przeraziło  – to jednak cmentarz.

W wielu relacjach z Rumunii, cmentarz ten był przedstawiany jako przystanek obowiązkowy,  miejsce urokliwe i na długo zapadające w pamięć i być może przez właśnie te pełne zachwytu relacje często wzbogacane pięknymi barwnymi zdjęciami, po przybyciu na miejsce odczuliśmy pełen niedosyt a wręcz rozczarowanie z  przekonaniem że to wszystko jest mocno przereklamowane. Miejsce jest odwiedzane przez turystów, głównie nie mówiących w języku Rumuńskim i  myślę że dobrym pomysłem było by dodanie tłumaczeń na język angielski nagrobków – w formie informatora lub aplikacji mobilnej.

Na koniec dnia zmęczeni długą podróżą postanowiliśmy, że nie będziemy jechać do Borsy, lecz poszukamy noclegu wcześniej, co było strzałem w przysłowiową dziesiątkę.  Zupełnym przypadkiem odkryliśmy idealne miejsce na wypoczynek, na uboczu miasta, pełne zieleni, z jednej strony odgrodzone rzeką. Pełni uśmiechu właściciele z dziećmi oraz ich czworonożni przyjaciele, to wszystko razem tworzy nie zapomniany klimat – Pensiunea Agnes (Viseu de Sus, Rumunia). W  Pensiunea Agnes można  wynająć pokój, apartament, lub rozbić namiot na małym polu namiotowym – za który służy ogródek – pośród zieleni. Właścicielką jest sympatyczna Agnes która wraz z mężem stworzyła miejsce pozwalające wypocząć i odprężyć się pośród zieleni.  Klimat jaki panuje w tym miejscu sprawia. że postanawiamy pozostać tutaj do końca wyprawy. Następnego dnia z Pensiunea Agnes wyruszamy do Borsy  a naszym celem był Pietrosol. /

Będąc w Viseu de Sus natrafiamy na informację o kolejnej atrakcji turystycznej jaką jest wąskotorowa kolejka parowa,  która w niezapomnianym klimacie zabierze nas w malownicze rejony.  Wg informatora na przejażdżkę należy zarezerwować sobie połowę dnia a bilety należy kupić rano przed odjazdem kolejki. Kolejka wykonuje tylko jeden kurs dziennie – spotkaliśmy się z osobami które twierdzą że przed kursem  dla turystów przewożeni są drwale i można próbować dogadać się tak aby zabrać się z nimi.

Niestety,  następnego dnia kiedy planowaliśmy przejażdżkę koleją pogoda psuje się i zaczyna padać. Szybkie sprawdzenie pogody na dalszy dzień i podejmujemy smutną decyzję o powrocie do domu.

W drodze powrotnej  ok 30 km od Sapanty zatrzymujemy się  w mieście Syhot Marmaroski / Sighetu Marmaţiei.  W czasach komunistycznych było tu ciężkie więzienie dla przeciwników politycznych. Po obaleniu komunizmu urządzono w nim muzeum upamiętniające ofiary komunizmu – Miejsce Pamięci Ofiar Komunizmu i Ruchu Oporu Sighet – . Skrótowo muzeum nazywane jest Memorial. Więzienie zostało zamknięte w 1977 r. od tego czasu pełniło rolę składu, na szczęście staraniem wielu osób historyków oraz byłych więźniów, pozyskano środki oraz zadbano aby miejsce to nie zostało zapomniane przez następne pokolenia. Koncepcja muzeum powstała w 1992 roku, rok później złożono projekt do Komisji Europejskiej. Ponieważ więzienie było w fatalnym stanie, nie dbano o nie wcześniej prace remontowo-budowlane trwały do roku 2000. Muzeum stworzone jest w ciekawy sposób,  każda cela więzienna jest osobną salą muzealną poświęconą osobnemu tematowi. Znajdziemy tam przykłady oryginalnego wystroju dawnych cel, z pryczami, ubraniami, łańcuchami. Są sale poświęcone znanym osobom, które w tym miejscu zmarły bądź zasłużyły się w walce o wolność. Każda z sal stara się przypomnieć ten straszny okres w historii ludzkości. Jeszcze inne przypominają o walce z komunizmem w różnych krajach. Znalazło się również pomieszczenie dedykowane wydarzeniom w Polsce, znajdują się w nim zdjęcia Lecha Wałęsy, protestów stoczniowych ,strajków. Jest również flaga z napisem „Solidarność”. Dość obszerny opis pozwala zrozumieć, co wydarzyło się w Polsce. Jest tam też sala w całości poświęcona dawnemu dyktatorowi rumuńskiemu Nicolae Ceausescu. Informacje w salach są w języku Rumuński, do tego w każdej sali znajduje się pojemnik z kartkami na których jest obszerny opis jakiemu tematowi poświęcona jest dana sala. Dla turystów z Polski Muzeum przygotowało osobny folder, otrzymujemy go wchodząc do muzeum, folder zawiera ogólny – niestety – opis każdej sali w języku Polskim. Na dziedzińcu Muzeum znajdziemy kaplicę oraz tablice z wyrytymi imionami ofiar które straciły życie w więzieniu za walkę o wolność.

Po długim zwiedzaniu głód mocno dał nam się we znaki dlatego przed dalszą podróżą poszukaliśmy miejsca gdzie możemy spróbować coś lokalnego – skusiliśmy się na słynną mamałygę. Danie bardzo sycące.   W Polsce często określamy tak potrawę zrobioną z tego co było pod ręką 🙂 W Rumunii jest to narodowa potrawa z kaszy kukurydzianej lub mąki z dodatkiem koziego i owczego sera co dla niektórych osób może być zniechęcające. Moja mamałyga podana była w  glinianym naczyniu  oraz  całość zapieczona w piecu. Specyficzny zapach sera 🙂 Potrawa bardzo sycąca, idealna z zimnym piwem.

Rumunia  zachęciła nas do dalszego zwiedzania i odkrywania jej .  Zostało jeszcze mnóstwo  miejsc, które już w drodze powrotnej  planowaliśmy odwiedzić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *